Przyjechałem do domu, rodzinnego miasta na kilka dni. Przyjechałem pociągiem - ostatni raz. Kupuje bilet, przychodzi do płacenia i oczy w słup - 60 ziko za bilet. Kurwa! Nidawno było trochę ponad  50 zł. Oczywiście z prześadką. 170 km TLK, 70 km Przewozami Regionalnymi.  Pociąg IR bezpośredni 43 zł. Jednak taki pociąg mam tylko jeden i nie we wszystkie dni - bez soboty i niedzieli. Bezpośrdni TLK 54 zł też tylk jeden dziennie. BUS 36 zł. Bye, bye PKP.

Nie wiem komu zależało by robić te spółeczki. W sobotę dla przykładu mam 10 połączeń: 1 bezpośrednei, reszta prześadki jedna lub więcej. W dzień powszedni połączeń jest 12 - 2 bezpośredni IR, TLK i reszta prześadka. Przesiada wiąże się ze zmianą przewoźnika. Co za muł to wymysłił i po co? Czysta ustawka mająca na celu upadek PKP i wjeście DB. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej! Ja rozmumiem, że może do mojego miasta jako ostaniej stanicy dojeżdża może mniej ludzi. Ok. Mogę się przesiąść jeśli nie muszę dlugo czekać. Tylko, że ja teraz płacę dwa oddzielne bilety! Kilometry nie liczą mi sie w całości tylko oddzielnie. Dobrze. Nikt z nich więcej nie zarobi. Szkoda, bo barzo lubię jeździć pociągami i do tej pory byłem skłonny trochę przepłacać. Tylko ile można?